×

Jak to się zaczęło? Skąd uzależnienie od podróży?

Bo powiedzmy sobie szczerze, że jest to choroba nieuleczalna, której towarzyszą liczne objawy w razie zbyt długiego braku wyjazdów. Z wszelkich uzależnień to jest chyba najzdrowsze, chociaż nie najtańsze.



Myślę, że zaczęło się od harcerstwa i szwendania po Polsce pod namiot, na stopa, rowerem, kajakiem i na inne niskobudżetowe sposoby. Kiedy już zobaczyłam kawałek naszego pięknego kraju, to apetyt wzrósł i zaczęłam się łapać różnych sposobów, żeby wyruszyć dalej, w Europę.



Najpierw były to szkolne wycieczki, obozy językowe, znana wśród harcerzy akcja "Paczka" za naszą wschodnią granicą. Niby nic wielkiego, ale zawsze to kolejne miejsca, które można było odhaczyć na mapie.

W liceum odważyłam się na poważniejszy krok i pojechałam na wymianę do Francji. Tydzień spędzony z francuską rodziną to było wyzwanie i niezwykłe doświadczenie. Zrozumiałam, że jestem w stanie poradzić sobie sama, w obcym kraju i porozumieć się z mieszkańcami. Wow! To było coś!


Dalej był Erasmus. A jak wiadomo Erasmus poszerza horyzonty. I był pierwszy lot samolotem z dwiema przesiadkami. Byli znajomi z całego świata, z którymi trzeba było rozmawiać w różnych językach. Było radzenie sobie z codziennym życiem i jego problemami. I były też wycieczki po okolicy wynajętym samochodem, na stopa, komunikacją. Te cztery miesiące spędzone na Azorach zmieniły całkowicie moje życie. Część spraw się posypała, nie było tak różowo. Ale nie zmieniłabym tego za nic w świecie, nawet, gdybym mogła cofnąć czas.




I tak to się zaczęło. Potem było planowanie, czasem spontaniczne decyzje i wynikające z nich podróże życia. Teraz, jeśli ktoś miałby mi powiedzieć, że mam cały rok nigdzie się nie ruszać, to zaśmiałabym mu się w twarz. To niemożliwe!

"Raz do roku idź w miejsce, gdzie nie byłeś nigdy wcześniej" - Dalajlama 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz