×

Szybki przegląd pamięci, czyli Paryż, Londyn i Rzym

Nie będę udawać, że wszystko pamiętam. Na tych wyjazdach byłam dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie było aparatów cyfrowych, a przynajmniej ja takiego nie posiadałam.
Nie mam też listy miejsc, które odwiedziłam. Mam w pamięci ogólny obraz tych wycieczek tego, co widziałam. Wśród nich absolutne must see.

Paryż
Wycieczka szkolna, z mojego gimnazjum, lat temu 16. Jako klasa francuska powinniśmy zobaczyć to, co najbardziej francuskie w świecie. Paryż jawił się jako okazałe miasto pełne gotyckich budowli, sztuki na każdym rogu, muzyki grającej w tle i croissantów.
Jak już pisałam droga autokarem ok 20 godzin, nie była dramatem. Spaliśmy w podparyskim schronisku i mieliśmy autobus cały czas pod ręką. Program bardzo ambitny i, jak to zwykle bywa nie w pełni zrealizowany. Co utkwiło mi w pamięci? Tłum. Wielokulturowy tłum na ulicach. To była dla mnie nowość. Różne kolory skóry, różne języki, setki mijających się ludzi o każdej porze dnia i nocy. Ale pamiętam też przestrzeń, zielone parki, których było całkiem sporo i przepiękne kamienice w starszej części miasta.


Główne zabytki, które trzeba odwiedzić to między innymi Luwr. My mieliśmy na niego kilka godzin i to było za mało. Wieża Eiffel'a, pod którą zawsze stoi kolejka. Widok z niej jest przepiękny. Zresztą, ja lubię wszelkie punkty widokowe, więc może nie jestem obiektywna. Wzgórze Montmartre wbiło mi się w pamięć. W powietrzu czuło się artystycznego ducha. Wszędzie obrazy, obrazki, karykatury, każdy coś malował. Do tego wąskie uliczki, stare kamienice, klimatyczne kafejki. Warto tam zajrzeć
i zagubić się pośród nich.


Kolejnym miejscem jest Łuk Triumfalny i ciągnące się od niego Pola Elizejskie. Wszyscy wiemy, chociażby ze środków masowego przekazu, jak to wygląda.
W pamięci został mi również wieczorny rejs Sekwaną, z widokiem na wyspę Cite i na gotycką katedrę Notre-Dame. Wcześniej widzieliśmy ją w ciągu dnia. Jest po prostu piękna. Strzeliste sklepienia, barwne rozety, rzeźby - to trzeba zobaczyć. W tym miejscu czuje się powiew historii.
Nie widziałam natomiast Musee d'Orsay, a bardzo chciałam. Uwielbiam impresjonizm i marzyło mi się, żeby zobaczyć dzieła największych impresjonistów. Niestety muzeum było w remoncie.
Może kiedyś wrócę, żeby je zobaczyć.


Dodatkowo objechaliśmy zamki na Loarą. Myślę, że był to bardzo dobry pomysł i urozmaicenie. Historia w wersji namacalnej, szczególnie dla tych, którzy za nią nie przepadają ;)


Londyn
Obóz językowy, miałam może 15 lat. Kolejna wycieczka autokarowa. Od rana do popołudnia zwiedzaliśmy, potem były zajęcia z angielskiego. Mieszkaliśmy gdzieś w drugiej strefie metra, na typowo angielskiej uliczce z wąskimi, piętrowymi domkami. Na przejściach dla pieszych, na szczęście napisy "look right", bo przecież ruch jest lewostronny. Trzeba na to uważać.
Wcześniej pisałam, że czasem program jest zbyt bogaty i ta wycieczka była idealnym przykładem. Pod koniec dostaliśmy listę miejsc, które widzieliśmy. Było tam niecałe 40 pozycji, a dni zwiedzania 5. I do tego żar lał się z nieba. Myślałam, że opowieści o angielskiej, mglistej pogodzie to mity. Ja od razu przypaliłam sobie nos. Widzieliśmy wszystko, co prawdziwy turysta w Londynie powinien widzieć. Nie będę przepisywać tej listy, bo jest ich mnóstwo w internecie. Ale napiszę, że to była gruba przesada i trzeba pomyśleć, jakie mamy priorytety podczas wakacji. Czy mamy się zamęczyć oglądając kolejne muzea, czy wczuć się w klimat danego miasta i po prostu w nim przebywać? Do Londynu wróciłam po wielu latach, w odwiedziny do znajomego. Wtedy obejrzałam to, co chciałam, a nie to, co wypadałoby zobaczyć. Opiszę to później.
A tą wycieczkę podsumuję słowami, że we wszystkim trzeba mieć umiar.


Rzym
Wyjazd w klasie maturalnej, z klasą klasyczną mojego liceum. Mój pierwszy, jako pełnoletniej obywatelki RP. Znów autokarem. Spaliśmy kilka przystanków metra od centrum, u Salezjanów. Warunki były mocno ekstremalne. Wielka sala, niczym hangar poprzedzielana dyktą na mniejsze, niby pokoiki. Można było wszystkich podglądać od góry. Ale co to dla młodego człowieka rządnego podróży? Przyznam, że na tamtejszej stołówce jadłam najlepszą pastę w życiu. Zwykły makaron z sosem, ale po całym dniu chodzenia smakował bosko.


Jak zwykle na takich wyjazdach magiczna lista miejsc do zwiedzania. Co mnie urzekło, to zewsząd wyrastające starożytne kolumny i ruiny świątyń. Wchodząc do tego miasta nie można nie czuć klimatu sprzed wieków. Masz wrażenie, że zaraz minie Cię na ulicy jakiś patrycjusz owinięty białą szatą, a obok zobaczysz niesioną przez rosłych mężczyzn lektykę. Tam historia mówi sama za siebie.


Owszem są miejsca oblegane przez ludzi: Watykan i muzea watykańskie, fontanna di Trevi, schody hiszpańskie. Trzeba dobrze się ustawić do zdjęcia, żeby nie było widać tłumów. Bardzo dobrze wspominam spacer Via Appia Antica, prowadzącą do katakumb. Przyjemny, a i turystów nie było zbyt wielu.


Na Piazza della Bocca della Verite, gdzie znajduje się płaskorzeźba, tzw Usta Prawdy, nie mogłyśmy przejść z koleżankami przez ulicę. Żadna z nas nie znała włoskiego, a tam, na sygnalizacji, zamiast czerwonego i zielonego świeci się avanti, albo alt, w tym samym kolorze. A że kierowcy jeździli na obu, to nie mogłyśmy dojść do tego, na którym wolno nam wejść na ulicę. W końcu rzuciłyśmy się biegiem, z zamkniętymi oczami, modląc się, żeby nic nas nie rozjechało.


Z porad praktycznych polecam lody, w każdej ilości i każdym smaku, nakładane łopatką. Niebo w gębie. Za to zdziwiłam się kupując pizzę. Dostałam prostokątny kawałek, odcięty z dużej blachy i wcale mnie nie powalił. Więcej nie próbowałam. Za to nigdy nie zapomnę, jak pierwszy raz jadłam południowe pomarańcze, winogrona i granaty. Nawet nie wyobrażałam sobie, że owoce mogą być tak słodkie i takie boskie w smaku.


Co do miejsc, które trzeba obejrzeć odsyłam do internetu. Ja, jak przyznałam się na początku, nie wszystko pamiętam i nie będę udawać, że tak jest. Na pewno Rzym trzeba odwiedzić, bez dwóch zdań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz