×

Białe szaleństwo za granicą - Andalo (Włochy), Les Deux Alpes, Val Cenis, Val d'Allos (Francja)

Słowem wstępu, jeśli umiesz jeździć na nartach i uwielbiasz to robić, to nie masz na co czekać. Pakuj się i jedź w Alpy. Możesz zacząć od Dolomitów tak, jak ja. Na pewno wyszalejesz się za wszystkie czasy. Trasy są długie, szerokie, a śnieg gwarantowany. Wszystko wspaniale przygotowane. Przy wyciągach nie ma kolejek, a na trasie nie trzeba robić przymusowego slalomu między ludźmi. 
W dwóch słowach - jest bajecznie.




Jak dojechać? 
Najczęstsze wycieczki zorganizowane są autokarem. To jest opcja dla wytrzymałych. Nie mam pojęcia, jak to się stało, że trzy razy przemierzałam dalekie trasy w ten właśnie sposób. I po każdej takiej podróży obiecywałam sobie, że to ostatni raz. No cóż, nie wychodziło. 
Ale po tegorocznej jeździe naprawdę nie mam ochoty wsiadać do autokaru. Nie dość, że długo 
i niewygodnie, to towarzysze im starsi, tym gorsi. Nie potrafię zrozumieć, czemu ludzie doprowadzają się do takiego stanu w takim miejscu. Jazda z głową w klaustrofobicznej toalecie chyba nie należy do przyjemnych. Nie wiem, nigdy nie próbowałam, ale samo przebywanie tam, żeby szybko załatwić swoje potrzeby jest nie lada wyzwaniem. Do tego im więcej alkoholu, tym towarzysze podróży głośniej dyskutują, śpiewają (albo raczej wyją), próbują się zaznajomić (niekoniecznie z wzajemnością) i mają coraz większe trudności z utrzymaniem równowagi (wciąż wpadając na innych, grzecznie siedzących pasażerów). Bez zatyczek w uszach, masce na oczach 
i środkach pomagających zasnąć te dwadzieścia parę godzin byłoby nie do zniesienia.

Alternatywą jest jazda ze znajomymi samochodem. Jechałam tak raz, ale nie jestem w stanie obiektywnie ocenić tej podróży. Wiadomo, że nie było hałasu, ani hektolitrów alkoholu. Całą trasę zmieniali się kierowcy i piloci. Ja w godzinach porannych i w ciągu dnia głównie spałam. Walczyłam z koszmarnym jet lagiem po powrocie z bardzo dalekiego zachodu. Bycie pilotem o 6 rano było dla mnie misją nie do spełnienia. Dla mnie to była pora do spania i koniec.
W każdym razie dojechaliśmy w miarę szybko i bezpiecznie, a do tego naprawdę wygodnie.



Z kim? Jakie warunki mieszkalne?
Opcji zawsze jest wiele. Od zwykłych biur podróży, przez te, specjalizujące się w wyjazdach narciarskich, aż po takie organizowane przez stowarzyszenia podróżników.
Najlepszą, dla mnie opcją jest wyjazd całkowicie prywatny. Ale wiadomo, że im ja i moi znajomi jesteśmy starsi, tym trudniej zgrać terminy i porzucić swoje codzienne obowiązki. 
W tych miejscach, w których byłam zakwaterowanie wyglądało podobnie. Były apartamenty 
z mniejszą, lub większą ilością pokoi, łazienką, kuchnią. Jedzenie zawsze było własne. Opłaca się przywieźć z Polski tyle, ile się zmieści. Dokupować jedynie świeże rzeczy. Pamiętajmy, że ceny 
w euro zawsze są wyższe. 

Infrastruktura narciarska
Wykupując wyjazd na narty, czy rezerwując miejsce noclegowe trzeba zwrócić uwagę na to, czy skipass jest w cenie, czy może jest za darmo (opcja poza sezonem). Można na tym sporo zaoszczędzić. Należy też sprawdzić, jak daleko jest do dolnej stacji wyciągu, czy trzeba dojeżdżać, czy można się przejść, bądź przejechać na nartach spod drzwi hotelu.
Zwykle dostępne są skibusy, w cenie skipassa. Dojazd własnym autem na stok jest mniej opłacalny. 
Oczywiście najlepiej, kiedy wyciąg jest pod nosem i narty można wpiąć od razu.
W każdym pensjonacie/hotelu powinna być narciarnia, w której zostawiamy sprzęt. Często jest wyraźny zakaz wnoszenia go gdzieś dalej. Nie wolno też chodzić w butach narciarskich po korytarzach i pokojach. Ja swoje zawsze biorę w rękę i niosę do pokoju, żeby wysuszyć je grzałkami.



Białe szaleństwo :)
Jadąc dużą grupą wiadome jest, że nie wszyscy będą jeździć tak samo dobrze. Chyba, że ma się wielkie szczęście. Chcąc nie chcąc powstaną mniejsze grupy, w których narciarze czy snowboardziści utrzymują podobne tempo. Jaka jest główna zasada? Pilnujmy się, róbmy po drodze przerwy sprawdzając, czy wszyscy są i nikt się nie wywrócił. Kiedy jest możliwość, bardzo szybkiej i czasem szalonej jazdy, to szansa na wszelkie urazy staje się większa. Uważajmy na siebie i pomagajmy sobie w razie potrzeby. 

Ważną rzeczą jest wyjście na stok o odpowiedniej porze dnia. Jeśli jedziemy na narty pod koniec sezonu (marzec) to wiadomo, że południowe słońce będzie rozpuszczać śnieg. A rozmiękczony śnieg, kiedy wpada się w niego z całym impetem działa jak hamulec ręczny. Idealna sytuacja do urazu kolana. Im wyżej, tym śnieg będzie dłużej twardy, a co za tym idzie szybszy. Także drogie śpiochy, trzeba się trochę poświęcić. 

Poza tym, jeśli ośrodek narciarski jest duży, połączone jest kilka dolin, to zwracajmy uwagę do której otwarte są wyciągi łączące inne doliny z naszą. Mapki są ogólnodostępne, ale i tak łatwo się zgubić, kiedy pierwszy raz widzi się taki urodzaj tras. Więc pamiętać należy o tym, że jakoś musimy wrócić do siebie. 

Z całego serca polecam również odpoczynek w barach przy stoku. Można coś zjeść, napić się i ogrzać w słońcu. Ba, nawet można się opalać. Tylko pamiętajmy o kremach z filtrem, bo takie słońce potrafi nieźle spalić skórę. 




Na koniec jeszcze raz gorąco polecam góry trochę większe od naszych. Jeżeli ktoś jeździ dobrze, jeżeli bawi go jazda carvingowa, ma dość kolejek do wyciągów i deptania sobie po nartach w tych kolejkach to naprawdę warto. Niezapomniana zabawa i ogromne przestrzenie do jazdy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz