×

Montpellier - wymiana w liceum

To było dawno temu i w mojej pamięci zostały tylko najważniejsze wspomnienia.
Jednym z nich była długa podróż autokarem (szczególnie męcząca, biorąc pod uwagę to, że niecałą dobę wcześniej wracałam z Rzymu, również tym transportem). Nie wiedziałam, co mam ze sobą robić, kiedy moje cztery litery manifestowały, że mają dość. Ale nic to, młodość wiele zniesie i tamtą podróż też zniosła.


Kiedy podjechaliśmy do szkoły w Montpellier, skąd mieli nas zabrać "nasi" Francuzi byłam
w niemałym szoku, że tak może wyglądać zwykła szkoła. Wszystko w jednym miejscu, ogromna przestrzeń, dużo zieleni, kilka bufetów, stołówka, wielkie boiska (dodam, że moje boisko w liceum nie dawało rady, kiedy grałyśmy w piłkę ręczną. Jeden niezbyt mocny zamach i piłka lądowała za płotem). Po prostu WOW!!!


Najgorszym i najbardziej stresującym momentem było, kiedy rozdzielili mnie z moimi znajomymi, a szczególnie moją wygadaną w wielu językach przyjaciółką i zabrali gdzieś na dalekie obrzeża miasta. Zaniemówiłam ze stresu. Do tego moja Francuzka w ogóle nie mówiła po angielsku. Jedynie coś po niemiecku. Z dwojga złego wolałam francuski. Pokazali mi dom, mój pokój. Rodzina była sympatyczna, ale nie było jakiejś super chemii między nami. Dopiero, kiedy ojciec rodziny zabrał mnie na spacer nad morze, pokazując po drodze flamingi, odzyskałam zdolność mowy. Ba, nawet wciągałam się w długie, poważne dyskusje na temat historii Polski. A kiedy wróciliśmy ojciec w drzwiach krzyknął, że to nieprawda, że nie mówię. To była chwila, od której zaczęłam się czuć dużo lepiej w moim francuskim domu.


Codziennie, z moją "opiekunką" jeździłyśmy do szkoły. Najpierw autobus do miasta, potem tramwaj. Długa droga, ciemno dookoła, palmy złowieszczo szumiały. Przynajmniej było ciepło. Wtedy pierwszy raz zrozumiałam, że od szerokości geograficznej bardzo zależy moja chęć porannego wstawania.


Poza czasem z rodzinami dużą część dnia spędzaliśmy we własnym gronie, trochę w mieszanym, polsko-francuskim. Były wspólne lekcje w szkole, były wycieczki dalsze i bliższe, były nawet wspólne imprezy wieczorami i proszone lunche u rodzin moich koleżanek. Czas bardzo przyjemny i beztroski.


Podczas tego wyjazdu poznałam Francję od podszewki i dużo zyskał mój francuski. Nie było innej opcji, jeśli chciało się rozmawiać, trzeba było używać tylko tego języka.
To naprawdę wspaniały sposób na podszkolenie, a przy okazji obejrzenie kawałka wybranego kraju. Polecam i gwarantuję niezapomniane chwile.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz