×

Bornholm - raj dla rowerzystów

W początkowych postach wspominałam, jak bardzo lubię jeździć na rowerze. Nie tylko z domu do pracy, czy nad Wisłę, ale również w dalekie trasy, na których można się trochę zmęczyć. I tak któregoś dnia z ust mojej siostry - Magdy - padła propozycja popłynięcia z rowerem na Bornholm. Pomyślałam, że to świetna sprawa i chętnie zobaczę, jak wzorowo traktuje się rowerzystów. Na zachętę powiem, że nie zawiodłam się. Byłam mile zaskoczona tym, jakie ułatwienia na nas czekały. Nie trzeba było walczyć o życie z tirami. Ale od początku.


Wycieczka była po części zorganizowana. Transport i nocleg były zapewnione, jedzenie i program we własnym zakresie. Trzeba było dostać się do Kołobrzegu na rano. Zabrałyśmy się autem z organizatorem. My i nasze rowery. Rano przepakowaliśmy się na prom i po kilku godzinach zameldowaliśmy się sporą grupą w Nexø.


Nocleg mieliśmy w Dueodde na campingu (czteroosobowe campery z przedsionkami, łazienki i prysznice w cenie - bardzo czyste). Do plaży był kawałeczek (przy każdym wejściu na plażę zadbana toaleta). Plaża prawie tak piękna jak nasza, polska, tylko zachód słońca z drugiej strony? A w nocy niebo było tak niesamowicie rozgwieżdżone, że mogłam godzinami się na nie gapić.



Pierwsza wycieczka, żeby sprawdzić nasze możliwości była do Rønne. Nie aż tak daleko, ale na tyle, żeby się spocić. Pojechaliśmy całą grupą, która szybko podzieliła się na podgrupy. My z Magdą jeździmy równym tempem, wzajemnie się wspieramy, wymieniamy w prowadzeniu. Tak naprawdę świetnie radziłyśmy sobie we dwie. Zresztą szybko wyszło, kto przyjechał na rower, a kto na leżing. 
Razem z grupą (tym razem dużo mniejszą) pojechałyśmy jeszcze do Svaneke, na tradycyjną, wędzoną rybę i do Gudhjem podziwiać widoki.




Wszystkie wyprawy były wspaniałe. Ścieżki rowerowe są wszędzie, a w zasadzie powinnam nazwać je drogami lub szlakami. Były bardzo dobrze oznaczone, łącznie z czasami dojazdu do kolejnych punktów. Część była oddalona od dróg, część tuż obok.


Niektóre biegły przez las, inne przez pola. Nie było mowy o tym, żeby któraś droga była źle przygotowana, zaśmiecona albo niebezpieczna dla rowerzystów. Wszystko było na tip - top. Sama przyjemność tak sobie pedałować z górki, pod górkę, nad morzem i w środku wyspy.


Któregoś dnia wymyśliłyśmy, że zrobimy trasę około 110 km. Celem był zamek Hammershus, a po drodze cypel Sandvig. Patrząc na mapę to był najdalszy punkt od naszego campingu w linii prostej. Ale co to dla nas. Zaproponowałyśmy innym, żeby dołączyli. Kilka osób się zgłosiło. Wyjazd zaplanowany był na wczesny ranek, żeby ze wszystkim zdążyć przed nocą.


Kiedy zadzwonił budzik usłyszałyśmy jak krople deszczu bębnią o dach przyczepy. Widok za oknem był co najmniej mało zachęcający do dalekiego pedałowania. Ale powiedziało się A, więc trzeba powiedzieć B. Założyłyśmy ciuchy przeciwdeszczowe, na sakwy zarzuciłyśmy pokrowce i w drogę. Chyba nie muszę mówić, że nieliczni chętni zrezygnowali?


Przez pierwsze parę godzin deszcz lał niemiłosiernie, a my pokonywałyśmy głównie podjazdy. Jazda z takim wysiłkiem w plastikowych, nieprzemakalnych ciuchach nie należy do przyjemności. Kiedy aura stała się bardziej przyjazna zatrzymałyśmy się na przystanku autobusowym, na wzgórzu, żeby wysuszyć część garderoby i zjeść drugie śniadanie. Podziwiając pejzaże powoli odzyskiwałyśmy chęć do dalszej walki. Za to widok naszych rowerów obwieszonych ciuchami był przekomiczny. Po krótkiej regeneracji ruszyłyśmy. 


Nie trzeba było długo czekać aż uzbierały się nowe chmury. Ale jakie! Akurat jechałyśmy środkiem pola, żadnego drzewa w zasięgu wzroku, a przed nami grafitowo - granatowe niebo. W zestawieniu z zielenią pól wyglądało to malowniczo. Ale kiedy w oddali wypatrzyłyśmy białą"chmurę" zbliżającą się do nas to w pięć sekund włożyłyśmy peleryny i nie zdążyłyśmy zakręcić pedałami kiedy strugi wody oblały nas, jakby ktoś chlusnął z wiadra. Usłyszałam tylko jęk Magdy - "Mam w butach jezioro".


Zrezygnowane wystartowałyśmy w poszukiwaniu schronienia. Pierwszym zabudowaniem napotkanym na drodze było coś wyglądającego jak wysoki, wąski domek, ale podłączone kable wysokiego napięcia ostrzegały, że podczas burzy to nie jest bezpieczne miejsce. Na chwilę przystanęłyśmy pod jakimś daszkiem, żeby Magda wylała wodę z butów. Ale w zasadzie było nam już wszystko jedno i ze śmiechem pokonywałyśmy w deszczu kolejne kilometry.


Byłyśmy już nieźle zmęczone kiedy naszym oczom ukazały się ruiny zamku. Trzeba było podjechać pod wysoką górę, co mnie kosztowało wiele magicznych słów i jeden rzut rowerem w krzaki. Końcowy, najostrzejszy podjazd pokonałam prowadząc rower. Co za wstyd! Ale tak, czy inaczej nam się udało. Padałyśmy na twarz, więc w ramach odpoczynku dokładnie zwiedzałyśmy każdą ruinę na terenie dawnego zamku. Niemalże badałyśmy palpacyjnie każdą cegłę z osobna. W oddali, na horyzoncie widać było Szwecję. I nawet wyszło słońce.


Czas nas gonił, trzeba było wracać. Już nie towarzyszył nam deszcz. Jego miejsce zajął silny wiatr, w większości wiejący z boku. Można się było "na nim" położyć. Na jednym z ostrzejszych podjazdów wyminęła nas para starszych ludzi. Popatrzyłyśmy po sobie i zrobiło nam się głupio. My, takie fighterki, a wyprzedzili nas emeryci. "- Ale czemu mają takie dziwne bagażniki?". Wtedy pierwszy raz widziałyśmy rowery elektryczne. Odetchnęłyśmy z ulgą. Do campingu dotarłyśmy przed zmierzchem wykończone ale niesamowicie z siebie zadowolone.


Moje wrażenia z pobytu na tej duńskiej wyspie? Czysto, drogo, przyjaźnie dla rowerzystów, zielono, pagórkowato. Woda dookoła była przejrzysta, powietrze świeże, miasteczka kolorowe, a kierowcy ustępowali nam pierwszeństwa na drogach.


Jest to idealne miejsce na aktywny wypoczynek. Gdybym miała jechać jeszcze raz to wzięłabym namiot, albo szukała noclegów na trasie. Nie ma sensu wracać codziennie do jednego miejsca noclegowego. To zwykła strata czasu.


9 komentarzy:

  1. I to jest świetny pomysł na wakacje !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjne zdjęcia :) Aż poczułam jakbym rzeczywiście się tam przeniosła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dzięki :) Widoki są wspaniałe i umilają trasę

      Usuń
  3. Tak, ale latem. Zimą może być ciężko...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak mam blisko na Bornholm ale jeszcze tam nie byłam, czas to zmienić?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz blisko to tym bardziej odwiedź wyspę ;)

      Usuń