×

Powyjazdowy dół - przeszkadza, czy pomaga?

Jeżeli sporo podróżujecie, albo nawet nie tak dużo, ale w ciekawe miejsca to pewnie ciężko Wam wrócić do szarej rzeczywistości. 
Ja wróciłam wczoraj po kilku tygodniach włóczęgi z małymi przerwami na pracę. I nie ukrywam, jest źle. Zwykle pomaga mi planowanie kolejnej wyprawy. Tym razem, mimo, że zaplanowałam już dwie na przyszły miesiąc dalej jest ciężko. Skąd się to bierze? Jakie mogą być skutki tego doła?


Od kiedy zaczęłam podróżować zauważyłam, że w niektórych miejscach czuję się jak w domu. Wydaje mi się, że mogłabym gdzieś zostać na zawsze i nie muszę spędzić tam wielu dni, żeby to stwierdzić. Przyjeżdżam, chodzę po mieście / wiosce i po prostu wiem, że jest mi tu dobrze, że bardzo mi się podoba. Zastosuję banalne porównanie - to jak zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Wiesz i już. A im więcej człowiek jeździ, tym lista takich miejsc się wydłuża. 
Z jednej strony to wspaniałe poznawać świat, nawet jeżeli to będą dwa, trzy dni w jakimś mieście. Nie wyobrażam sobie życia w czasach, kiedy nie można było mieć paszportu, a opuszczenie kraju było tak skomplikowane, że niewielu się to udawało. Ale są tego też ciemne strony.


Mam taką teorię, że w każdym miejscu, w którym się zakochasz pozostawiasz kawałek duszy, cząstkę siebie, już na zawsze. A jak wiele fragmentów możemy rozrzucać po całym świecie bez konsekwencji? Dobrze, jeżeli ta miłość może co jakiś czas odżyć. Gorzej, jeśli wiesz, że ciężko Ci będzie tam wrócić. Nie ukrywam, że mi jest coraz trudniej. A im częściej wyjeżdżam w krótkim czasie tym umiejętności wklejania się na nowo w szarą codzienność maleją. A jeżeli w jakimś miejscu poza kawałkiem duszy zostawi się coś jeszcze, to pozbieranie się stanowi nadludzki wysiłek.
Wtedy sama nie wiem, co ja tu, do diabła robię? Niektórzy po prostu następnego dnia idą do pracy i tak, jakby wciskali play, po urlopowej pauzie. Ja tak nie potrafię. Pracę wykonuję z automatu, skupiam się na tym, co robię w danej chwili, bo taki mam zawód. Ale poza momentami wzmożonego wysiłku czuję, jakbym na wszystko patrzyła z boku. Patrzę na ludzi i nagle ich problemy wydają mi się błahe, w porównaniu z tym, co widziałam jeszcze kilka tygodni temu gdzieś w zakątku Azji. Nie mam ochoty, ani energii, żeby wczuwać się w to, co dzieje się w pracy. I to nie jest tak, że olewam moich współpracowników. Po prostu przestaje do mnie docierać istota problemów, albo na tle swoich przeżyć przestają mieć one tak wielkie znaczenie. Może to dlatego, że zostawiłam gdzieś kolejny kawałek duszy i muszę poczekać, żeby się obudował?


Jest też druga strona medalu. A co, jeśli tkwiąc gdzieś od lat nie potrafimy obiektywnie spojrzeć na swoje potrzeby i pragnienia? Co, jeżeli na co dzień są przysłonięte oczekiwaniami innych osób, tym, co nam wypada, a co nie? Jak byście spojrzeli na kogoś, kto "rzuca wszystko i jedzie w Bieszczady"? Część będzie mu zazdrościła, głównie odwagi. Tego, że odważnie dążył do postawionego sobie celu. Tego, że wyszedł ze strefy komfortu i rzucił znany sobie świat, środowisko, ludzi na rzecz nieznanego. I na pewno nie było mu łatwo, na pewno miał rozterki, "A co, jeżeli mi nie wyjdzie? A co, jeśli po wyjeździe w mojej pracy się poprawi? A może zostać i poczekać? A co ze znajomymi? A jak mam się przeprowadzić z tym wszystkim, co zgromadziłem przez całe swoje życie?".


Jest wiele przeszkód czekających na drodze do spełnienia marzeń. Ale najważniejsze to wiedzieć, czego się chce. A w odpowiedzi na to pytanie pomagają podróże. I pomaga też stan totalnego rozsypania po powrocie. Człowiek zawsze wraca odmieniony i może wtedy stać go będzie na odwagę żeby coś zrobić ze swoim życiem. Rozsypka zmusza do przemyśleń, a przemyślenia zmuszają do działania. I nie mówię tu o rzucaniu wszystkiego z dnia na dzień, bo kiedy przekroczyło się magiczny próg wiekowy to niczego nie da się robić na "hurra". Zawsze ma się jakiś bagaż. Niektórzy mają rodziny, dzieci, własne mieszkania. Niektórzy tylko zwierzęta, ale o nich też trzeba myśleć jak o rodzinie. Wszystko należy zaplanować i konsekwentnie dążyć do celu. Nawet jeżeli inni patrzą na to krzywo, mają żal, czasem wręcz atakują za podjęte decyzje lub namawiają, żeby zostało tak, jak jest.
Nie ma co się tym przejmować. Pamiętać trzeba, że życie ma się jedno i każdy robi z nim co chce. Przez lata nauczyłam się, że jeśli coś chcę zrobić to po prostu to robię. Już nie szukam towarzystwa, poparcia innych. Kiedyś bez tego niczego nowego nie zaczynałam. Teraz miło, jeżeli ma się kogoś u boku, ale to nie jest niezbędne. 


I może dlatego stałam się egoistką w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale tylko w związku ze spełnianiem swoich marzeń i z tym co podpowiada mi wewnętrzny głos, intuicja. Jeśli nie chcę tkwić w jednym miejscu, jeśli stać mnie jeszcze na podejmowanie wyzwań i mam w sobie tyle odwagi, to nie ma co zwlekać. Czas i tak minie. Pytanie, jak go wykorzystam. 
Prawdziwego podróżnika nie da się przywiązać do miejsca na stałe. Chęć zmian z czasem jest silniejsza. Można z tym walczyć, tak jak ja próbowałam przez ostatni czas. Stałam się cieniem własnej siebie i nie poznawałam własnych zachowań. Decyzja zawsze jest osobista i nie może być podjęta przez nikogo innego, ani pod żadnym przymusem. 
JUST GO! - ja już wiem, że chcę coś zmienić :)

"Wanderlust - is a strong desire for or impulse to wander or travel and explore the world"

6 komentarzy:

  1. Generalnie sporo podróżuję. Ale zazwyczaj po powrocie nie mam czasu na dołowanie się, bo mam tyle spraw do ogarnięcia, że muszę się na nich skupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mi się przyplątała chandra pierwszy raz w tym roku, mimo natłoku spraw. Na szczęście już przeszła przynosząc nowe pomysły 😜

      Usuń
  2. Muzyka pomaga w tym aby wkleić się na nowo w szarą codzienność. Spróbuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka jest ze mną praktycznie non-stop. I faktycznie pomaga :)

      Usuń
  3. Rozumiem doskonale. Mnie po powrotach z jednej podroży ratowało planowanie kolejnych. Aż w końcu rzuciłam pracę i wyjechałam mieszkać za granicą ;) Ale tak jak piszesz - nie "na hurra", tylko zaplanowałam to i przygotowałam. I absolutnie nie żałuję. Pozdrawiam i życzę realizacji marzeć, a w wolnej chwili zapraszam na www.musmozolu.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Dobrze słyszeć, że nie żałujesz podjętych decyzji, to napawa optymizmem. Powodzenia w dalszym planowaniu! :)

      Usuń