×

Sri Lanka - zielona kraina herbaty

Mieszkańcy Cejlonu - Trochę o ludziach, więcej o zwierzętach

Lecąc na Sri Lankę wiedziałam, że dla nas to wyspa egzotyczna, pełna zwierząt, których nie widujemy codziennie w Polsce. Inny klimat, inna roślinność - inne zwierzęta.
Ludzie też trochę się różnili. Czułam się przy nich jak gigant. Blady gigant, który prawie zapomniał, co to jest słońce. Słońce dla takich bledziochów nie jest łaskawe. Ale po kolei.


Klimat Sri Lanki jest monsunowy. Oznacza to, że wyspę nawiedzają deszcze praktycznie przez cały rok, ale w różnych jej częściach. Deszcze są bardzo ulewne, ale krótkotrwałe. W części południowo - zachodniej, w której byłyśmy rano było słońce, około godziny 14-15 zbierały się chmury i grzmiało gdzieś w oddali. Między 17 a 18 zaczynała się prawdziwa burza. Najpierw padało tak, jakby ktoś wylewał wodę z wiadra, później zmieniało się to w mżawkę. W nocy burza krążyła nad oceanem, rozświetlając niebo pięknymi błyskawicami. I tak prawie codziennie. Z jednej strony szkoda nam było, że pogoda się psuje, z drugiej mogłyśmy dobrze zaplanować dzień. Wiedziałyśmy o której godzinie trzeba znaleźć jakiś dach nad głową.
Temperatura wahała się od 28 do 35 stopni w cieniu. Słońce niemiłosiernie paliło każdy kawałek skóry, której nie posmarowałyśmy wysokim filtrem (filtry 30 i 50+). Zbyt niskie filtry nic nie dawały. Więc  nie żałujmy sobie ochrony. Czasem pomagał tylko dłuższy rękaw.
Pamiętać należy również, że upał i chwilami wilgoć sprawiają, że po zrobieniu kilku kroków człowiek jest cały mokry. Dlatego należy rozsądnie spakować walizkę. Ale co, kto lubi. Ja stawiam na wygodę w podróży, dlatego wszystko musiało być bawełniane i oddychające.


Ludzie byli różni, jak zresztą wszędzie. Z racji tego, że w kraju panuje bieda, a zarobki miesięczne przeciętnego Lankijczyka wahają się w okolicach 800 złotych, to, co sprytniejsi na turystach próbowali zarobić. Niekoniecznie było to uczciwe. Część tubylców wręcz na siłę próbowała nam coś pokazać, zabrać swoim tuk - tukiem, czy sprzedać coś ze swojego sklepu.
Takie zachowanie bardzo naruszało moje poczucie swobody i samostanowienia. Po pierwszej wizycie w większym mieście - Bentocie - odmówiłam chodzenia głównymi ulicami, bo ciągle nas ktoś zaczepiał. Męczyło nas to strasznie.


Na szczęście nie wszyscy tacy byli. Udało nam się trafić (a w zasadzie naszym polskim towarzyszom wycieczek) na Athulę, który był przesympatyczny, skromny, cichy i dbał o nas bardzo. Jeśli mieliśmy jakieś pytania to chętnie odpowiadał. Gdzie mógł, tam z nami wchodził i pokazywał co i jak. Do tego był do naszej dyspozycji, kiedy tylko wymyślaliśmy kolejne wycieczki. Niesamowity człowiek.
Zdarzali się też tacy, którzy widząc nasze zagubione miny pomagali nam bezinteresownie. A to pokazali drogę, a to powiedzieli, kiedy wysiąść z pociągu, gdy dookoła panował mrok.
Któregoś razu wybrałyśmy się na spacer po okolicznej wiosce. Kilka pierwszych spojrzeń było dość nieufnych. Ja postanowiłam się do każdego uśmiechnąć i przywitać. Szybko podziałało. Wszyscy dookoła odwzajemniali uśmiechy i pozdrowienia. To było naprawdę miłe i budujące.


A teraz czas na zwierzęta. W poprzednim poście pisałam o mojej liście życzeń. Jest tam punkt o dotknięciu słonia. A Sri Lanka jest idealnym miejscem, żeby to zrobić, bo słoni jest sporo. Szczegóły z wycieczek w poszukiwaniu trąbalskich opiszę później. A tu przedstawię kilka słoni, z którymi miałam przyjemność.
Najpierw widziałam je w Parku Narodowym Udawalawe. Chodziły sobie wolno wśród drzew, w poszukiwaniu lepszych kąsków. Były też takie, które próbując się ochłodzić leżały w jeziorku i polewały się wodą z trąby. Ale tych nie dało się dotknąć.


Żeby pogłaskać to niezwykłe zwierzę pojechaliśmy do sierocińca słoni. Sierocińcem jest tylko z nazwy, bo tak naprawdę to jakby zoo dla jednego gatunku. Małe słonie można było nakarmić, dokupując tą opcję do biletu. Ciężarną słonicę karmiło się owocami, prawie bez przerwy, kupując dodatkowo owoce. A reszta stała sobie w swoistej zagrodzie mając na nogach łańcuchy. Od razu się przyznam, że nie jestem zwolenniczką zwierząt w niewoli. Zoo omijam szerokim łukiem. Dlatego miałam mieszane uczucia. Niby pogłaskałam słonie, ale wolałabym je oglądać na wolności.

Kolejne zwierzaki wymienię w punktach:

Krokodyle - można je spotkać podczas river safari. Albo pływają, albo wygrzewają się na brzegu. Są miejsca, w których małe krokodylki wyciągane są z wody i wręczane turystom do rąk. Dziwne w dotyku.


Warany - są wszędzie. W parkach, lesie, w przydomowym ogródku. I potrafią być naprawdę ogromne. My widziałyśmy maksymalnie 1,5 metra, ale to były jeszcze młode.


Małpy - paradują głównie w miejscach typowo turystycznych, gdzie można znaleźć dużo jedzenia. Spotkałyśmy je przy świątyniach w Dambulli, w parku przy Sigiriyi, na plantacjach herbaty. Przeraziły mnie podczas spaceru po wiosce - były ogromne, szczerzyły kły i darły się w niebogłosy. Podczas spaceru po dżungli widziałyśmy ogromne stado przeskakujące sobie z drzewa na drzewo.


Nietoperze - niby znane nam zwierzęta, ale ich wielkość znacznie przekracza europejskie wymiary. Do tego latają również w dzień i nie przeszkadzają im głośne miasta. Najważniejsze to znaleźć drzewo z dobrymi owocami. Nie mogłam się napatrzeć, jak lądując na gałęzi robią jeszcze fikołka.

Pawie - dla nas to nic takiego egzotycznego, bo można je spotkać chociażby w Łazienkach Królewskich. Ale dla Lankijczyków to powód do dumy. Kiedy pokazują turystom pawia trzeba wytrzeszczyć oczy i zachwycać się nim, jakbyśmy zobaczyli co najmniej tygrysa.

Psy - są wszędzie. Są chude, zapchlone, z mnóstwem kleszczy. Są dorosłe i młode. Żal na nie patrzeć. Najchętniej wzięłabym je wszystkie ze sobą, nakarmiła, odpchliła i sprawiła, żeby nie spoglądały tak żałośnie na ludzi.


Bawoły - moje odkrycie w Parku Narodowym Udawalawe. Wiedziałam, że bawoły istnieją, że są duże, żyją sobie dziko z dala od naszego kraju. Ale nigdy, przenigdy nie przeszło mi przez myśl, że bawoły mogą nurkować. Ba! One siedzą w wodzie po kilka godzin i wystają im tylko rogi!

Krowy - podobnie, jak w Indiach krowy są bardzo lubiane przez mieszkańców. Zwykle chodzą sobie same, bo są własnością całej wioski. Także widok krowy idącej dumnie po bardzo ruchliwej ulicy jest normalny. Razem z psami i tuk - tukami tworzą idealne tło dla mieszkańców miasteczek.


Wiewiórki - zwierzęta nam znane bardzo dobrze, ale jakże inne od naszych rudzielców. Jeśli ktoś kiedyś oglądał "Brygadę RR" to wyglądały właśnie tak. Biegały po palmach na plaży, po leżakach. Żywiły się głównie resztkami owoców np. kokosami, mango. A co najważniejsze pięknie śpiewały. Na początku myślałam, że to ptaki, a okazało się, że to bure, nie rzucające się w oczy zwierzątko wydaje z siebie naprawdę piękne dźwięki.


Długo można pisać o florze i faunie Sri Lanki. Z racji klimatu zupełnie innych niż europejskie. O roślinach nawet nie zaczynam pisać, bo końca nie będzie. Mogę tylko wspomnieć, że poza cudnymi palmami rosnącymi w gajach duże wrażenie zrobiły na mnie lasy namorzynowe. Nie pierwszy raz je widziałam, ale pierwszy raz wpłynęłam w nie tak głęboko, lawirując między konarami.
Czułam się jakby ktoś przeniósł mnie do tajemniczej baśni. Brakowało tylko mgły.
 

6 komentarzy:

  1. Nie byłam nigdy na Sri Lance, ale widać, że to fascynujące miejsce:) Bardzo ciekawie opisałaś miejscową faunę:) Zasmucił mnie tylko fragment ze słoniami w łańcuchach:( Ludzie są okrutni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wszędzie znajdą się okrutni ludzie... Dlatego dużo przyjemniej było oglądać zwierzęta na wolności :)

      Usuń
  2. Zazdroszcze ci tych podrozy 😃 tyle nowych miejsc mozesz zobaczyc. Ekscytujace. A ta wzmianka o nurkujacym bawole to mnie zszokowala 😂 w zyciu bym na to nie wpadla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bawoły były niezłe :) A marzenia trzeba spełniać, najpierw małe, potem większe. Świat stoi otworem dla każdego, kto tylko chce go oglądać :)

      Usuń
  3. Jej, ile natury, tej niedostępnej na co dzień jest tam ba wyciągnięcie ręki. Zazdroszczę! Sri Lanka póki co nie jest na mojej liście podróży w najbliższym okresie, ale z pewnością intryguje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mojej liście też nie była, po prostu tak wyszło. I nie żałuję tej decyzji :)

      Usuń