×

Skąd Ty masz na to pieniądze? - Czyli jak oszczędzić na podróże?

Ile razy słyszałam już to pytanie? Mnóstwo. A ostatnio coraz częściej.
Otóż, nie zarabiam kokosów i w moim zawodzie raczej tego nie dożyję, o ile nie wyemigruję.
Gdzieś obiło mi się o uszy, że ludziom, którzy mają mniej, łatwiej jest odłożyć. Myślę, że to prawda.
Ale jak ja to konkretnie robię, że mam za co wyjeżdżać?

Po pierwsze i najważniejsze trzeba mieć priorytety. Chcesz wyjechać na wymarzoną wycieczkę, czy wolisz trzy razy w tygodniu stołować się w knajpie, raz w tygodniu iść do kina i w weekend do klubu? Mając gdzieś z tyłu głowy swoje podróżnicze plany rezygnuję z przyjemności na mieście. Nie chodzę za często do kina, a stołowanie się w knajpach ograniczam do minimum. Na kluby i piwo na mieście i tak nie mam czasu, więc problem z głowy.


Oszczędzam też na jedzeniu. Może nie tak, że żywię się jedynie ziemniakami, ale trzeba powiedzieć, że jeśli jest się wegetarianinem nie jedzącym glutenu, krowiego mleka i produktów wysoko przetworzonych to od razu jest taniej (tutaj o moim jedzeniu w podróży). Co prawda w kuchni spędza się więcej czasu, ale coś za coś.
Duże znaczenie ma też to, jaki sklep jest w okolicy. W zeszłym roku największym i najbliższym dla mnie sklepem był supersam w centrum handlowym. Ogromny wybór produktów ale ceny też niczego sobie. Teraz mam koło siebie popularny dyskont i o wiele łatwiej jest mi odłożyć na jakiś tani bilet lotniczy z bieżącej pensji. Stąd też więcej podróży niż w roku poprzednim.


A co z shoppingiem? To taka popularna rozrywka dla kobiet (tak się mówi). Na szczęście ja nie znoszę centrów handlowych, a limit sklepów, do których wchodzę to pięć. Po pięciu mam już serdecznie dość i dalsze zakupy nie mają sensu. Poza tym mam swoje ulubione sklepy, w których można załapać się na jakieś sensowne przeceny. Zresztą lepiej jest kupić jedną, droższą rzecz, która wytrzyma długie lata, niż kilka wątpliwej jakości. To też, w pewnym sensie, oszczędność. 

Polecam też założenie konta oszczędnościowego. Jeśli coś jest czarne na białym i nie mamy do tego takiego luźnego dostępu, to prościej nam będzie zamrozić trochę kasy. Ustalam sobie, że co miesiąc przelewam określoną sumę, plus zarobki ze zleceń. I po kilku miesiącach mam już na jakiś wyjazd bliższy, lub dalszy. 


A jak zabieram się za organizowanie podróży, żeby nie ogołocić konta? Najpierw wymyślam destynację, jeżeli marzę czymś konkretnym. Jeśli chcę lecieć po prostu gdzieś, gdzie nie byłam to zaczynam od przeglądania ofert lotów. I tak idzie w ruch skyscanner, popularne fanpejdże na facebooku - tanie latanie, mleczne podróże, fly4free. Tam przeglądam na co akurat jest zniżka. 
Jeśli mam mniejszy budżet i mniej wolnego czasu to wchodzę na strony tanich przewoźników i sprawdzam, co jest najtańsze. Jeśli jakiś kierunek przypadnie mi do gustu to kupuję bilet i już.
Trzeba zwrócić też uwagę na regularne promocje np. u naszego rodzimego przewoźnika - Szalona Środa LOTu. Czasem są świetne zniżki na bardzo ciekawe destynacje. Korzystałam nie raz.


Jak już mam bilety to dalej organizuję nocleg. Czasem to dziesiątki przejrzanych ofert na bookingu, airbnb, hostelworld. Nigdy nie szukam pałaców ze złotymi klamkami. Jeśli miasto, do którego się wybieram jest tanie to raczej wynajmę mieszkanie. Jeżeli jest drogo to hostel. A jeśli tam gdzie jadę jest ciepło i pogoda zapowiada się przyjemna to namiot, albo przyczepa campingowa wystarczą. Są kraje, gdzie można się rozbijać gdziekolwiek, wtedy też wolę zabrać namiot, a kasę za ewentualny nocleg wydać na coś innego.


Moje wyjazdy należą do tych niskobudżetowych. Wyjątkami są jakieś szczególne czynności lub miejsca, na które z założenia trzeba wydać więcej (np. nurkowanie). Nie chodzę po drogich restauracjach, nie jeżdżę niepotrzebnie taksówkami, nie kupuję bezsensownych rzeczy. Wiadomo, że szaleństwo w czasie urlopu należy się każdemu, ale u mnie to zawsze w granicach rozsądku. Wino wypite podczas zachodu słońca na plaży smakuje jeszcze lepiej niż nalewane z ręki dostojnego kelnera, w bogato przystrojonej restauracji.

Polecam zrobić sobie na początku roku listę ewentualnych wyjazdów i obliczyć, mniej więcej, ile pieniędzy będzie Wam potrzebne. A później sukcesywnie przelewać odpowiednie sumy na konto oszczędnościowe.
Jak już mówiłam każdy ma swoje priorytety. Ja wolę zacisnąć pasa i obejrzeć kawałek świata, a nie żyć w złudnych luksusach na co dzień. 

8 komentarzy:

  1. Zgadzam się z tym co napisałaś - wszystko kwestia piorytetów. Jeśli człowiek chce, to zawsze odłoży ;). Ja w tym roku realizuje plan oszczędzania i planuje tylko jedną niewielką podróż na moje urodziny, które mam w majówkę, a przyszły rok chce zrobić kolejnym rokiem podróżniczym (2017 taki był!)! :) Powodzenia w kolejnych podróżach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie też życzę, żeby wszystko się udało. Kwestia dobrego planowania i samozaparcia :)

      Usuń
  2. Zgadzam się, że chcieć to móc. Oszczędzanie na podróże to po prostu zmiana budżetowania w moim przypadku. A Zakupy są sportem, ale najczęściej nie przynosi on żadnych widocznych efektów. Przetestowałam i przestałam uczęszczać na ćwiczenia. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Jogging po sklepach nie jest tak interesujący, jak trekking po górach ;) Każdy lubi co innego, ale ja wolę w ramach sportu kolekcjonować pieczątki w paszporcie, a nie ciuchy.

      Usuń
  3. Dokładnie, wystarczy zrezygnować z wypadu na piwo albo z kupienia nowej pary butów i powoli zbierze się całkiem niezła kwota. :) Człowiek nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, ile przejada się kasy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy rozplanować budżet. Nigdy nie robiłam dokładnych kalkulacji, ale sposób "na oko" pomógł mi w nauce oszczędzania.

      Usuń
  4. Pewnie, to kwestia priorytetów. Zresztą teraz jest tyle możliwości naprawdę taniego podróżowania. Bilety lotnicze trafiają się czasem za naprawdę śmieszne pieniądze. Zgadzam się z Tobą w pełni - jesli komuś naprawdę zależy, to znajdzie pieniądze na podróże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróże nie są teraz rozrywką tylko dla bogatych. Zależy jak, kto lubi podróżować. Tak, czy inaczej tłumaczenie, że się nie da dla mnie nie istnieje. Zawsze jakoś się da ;)

      Usuń