×

Tallin - Jak stałam się mistrzem prowadzenia wózka?

Już dawno chciałyśmy gdzieś polecieć z Kasią i jej zbuntowaną dwulatką - Lusią. Polowałyśmy na szalone środy w LOT i udało nam się złapać bilety do Tallinna za 290 zł z bagażem rejestrowanym. Wyszłyśmy z założenia, że skoro to będzie koniec kwietnia to nie umrzemy z zimna, a tłumów jeszcze nie będzie. Lusia wciąż miała drzemkę w ciągu dnia, a nie chciałyśmy być uwiązane do hostelu, więc wzięłyśmy wózek.


Nocleg miałyśmy na samej starówce, znaleziony na Bookingu. Pokój z łazienką kosztował nas 24 euro za noc. Do hostelu trzeba było się przebić przez kocie łby, a potem wdrapać do pokoju na poddasze. Ale przynajmniej widok był fajny.



Z lotniska przyjechałyśmy komunikacją miejską. Bilety można kupić w kiosku. Opcji jest kilka. My kupiłyśmy kartę Smart Card (2 euro), na której zakodowałyśmy dwa 5cio dniowe bilety (po 8 euro). Jest to tańsza wersja, bo jednorazowy bilet u kierowcy kosztuje około 2 euro. Dzieci do lat sześciu jeżdżą za darmo. Linia 2 w kierunku Reisisadam dojeżdża do centrum miasta.


W związku z obecnością małej podróżniczki i tego, że nie jestem fanem zwiedzania muzeów odpuściłyśmy sobie taką rozrywkę. Jedyne muzeum, które faktycznie chciałabym jeszcze kiedyś zobaczyć to Muzeum Morskie, które widziałyśmy tylko od zewnątrz (a tam też jest co oglądać). Podobno wystawy w środku są bardzo ciekawe, interaktywne, więc nudą nie wieje.



Skupiłyśmy się na spacerach po pięknej starówce. Jest ona otoczona XIII wiecznym murem, a kamienice autentyczne. Chodząc między nimi czuć ducha historii. Ja od razu sobie wyobrażam, jak kiedyś mogło wyglądać to nadmorskie miasto. Autentyczny jest też bruk, po którym trzeba było pchać nieszczęsny wózek. Do tego pogoda była niesamowicie zmienna - od nagłych burz śnieżnych, przez gradobicie, zwykły deszcz, po piękne słońce i błękitne niebo. Nas to nie zniechęciło.


Wdrapałyśmy się na wzgórze zamkowe, a był to niemały wysiłek, z wózkiem (ja) i dzieckiem na ręku (Kasia). Ale opłacało się, bo widoki są urocze. Jest kilka punktów, z których można obserwować port, statki, kamieniczki na podzamczu. Tallinn nie jest duży i może właśnie dlatego taki urokliwy.
Jest tam też budynek, w którym znajduje się siedziba rządu. Obok znajduje się taras, a niżej park. Uwagę zwraca również sobór Newskiego - piękny, okazały.


Podczas naszych spacerów stałam się fanem tamtejszych drzwi. W wielu kamienicach drzwi wejściowe były stare, rzeźbione, niepowtarzalne - przyciągały spojrzenia.


Jeden dzień poświęciłyśmy na jazdę poza centrum, do skansenu wsi estońskiej (Roca al Mare). Znajdował się przy samym morzu i można tam było dojechać autobusem nr 21 z centrum.
Wstęp do tego obiektu kosztuje 10 euro (9 za bilet + 1 za mapkę).


Mapka się przyda, bo obszar skansenu jest duży i można się pogubić w lesie, wśród chat, chatek, domów, szkoły, kościoła i wiatraków. Wszystkie budynki są w pełni wyposażone, dobrze opisane i zaznaczone na mapie. Są nawet rosyjskie chaty z nad jeziora Pejpus. Dla leniwych jest opcja objechania terenu bryczką.


Ale mi się podobało spacerowanie wśród drzew i zaglądanie przez okna do każdej napotkanej chatki. W niektórych nawet miłe panie oprowadzają i opowiadają o życiu codziennym. Niestety (dla mnie) angielski nie jest ich mocną stroną więc z wyboru, jaki miałyśmy padało na rosyjski, a tu już sobie nie pogadam. W ogóle, w miejscach bardzo turystycznych wszelkie opisy, czy menu w knajpach było w języku angielskim, ale wśród zwykłych mieszkańców Tallinna króluje rosyjski, jako język obcy. Nie dziwię się wcale, ale tam żałowałam, że go nie znam. Chociaż aż tak źle nie było.


Podsumowując nasze cztery dni w stolicy Estonii były bardzo ciekawe. Spacery nie były zbyt męczące, a odległości nie są na tyle dalekie, żeby korzystać z autobusów czy tramwajów. Jeśli chodzi o dzieci, które jeszcze nie są wybitnymi piechurami, to polecam nosidło. Po kilku godzinach na bruku można delikatnie się zdenerwować.
Żałowałyśmy, że nie udało nam się popłynąć promem do Helsinek. Jeśli byśmy były dzień dłużej to na pewno skoczyłybyśmy do Finlandii.
Uważam, że na krótki wypad Tallinn jest świetny. Ładny, niezbyt oblegany i nawet ze zmienną pogodą da się wytrzymać.


12 komentarzy:

  1. tak Ci tylko przypomnę, że nie tylko dzieci do lat 6 jeżdżą za darmo komunikacją, ale i ich rodzice też :) Tallin potrafi miło zaskoczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, zapomniałam. Ja byłam tylko od pchania wózka i bilet musiałam mieć ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie miejsca, więc chętnie kiedyś się tam wybiorę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przyjemne miasto. Jeśli takie lubisz, to jedź koniecznie.

      Usuń
  3. Talin to jedno z tych miast, do którego się od dawna wybieram, ale zawsze jakoś wybieram dalsze kierunki, bo wydaje mi się, że Talin jest blisko i jeszcze zdążę... Bardzo podoba mi się klimat ze zdjęć - jest tak spokojnie i swojsko. Sobór Newskiego trochę przypomina mi cerkiew na warszawskiej Pradze. Ciekawa jestem, czy w środku jest podobnie.
    Bardzo tez jestem ciekawa smaku estońskich potraw. Będzie coś na blogu na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie będę pisać o jedzeniu, ponieważ jestem bezglutenową wegetarianką i większości tradycyjnych potraw nie jadam. Ale Kasia, z którą byłam na wyprawie opisała to u siebie http://www.kuchniapysznosciowa.pl/2017/05/tallinn-gdzie-jesc-i-co-kupic.html?m=1

      Usuń
  4. Podobał mi się Tallin, spokojne miasto. Dziękuję za fotorelację, przypomniałaś mi miłe chwile.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :) Mi też się spodobał. Nie za duży i spokojny.

      Usuń
  5. Chętnie zobaczyłabym ten skansen. Wygląda super! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno w cieplejszych miesiącach wygląda jeszcze lepiej. Dojazd jest bardzo prosty, więc nic, tylko jechać

      Usuń
  6. Ooo ja kiedyś byłam mistrzem prowadzenia wózka bliźniaczego- pamiętam dokładnie bruk Rzymu sprzed 8 lat 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bruk i wózek to coś strasznego. I jeszcze takie wielkie krawężniki... ;)

      Usuń