×

Lizbona - szybki trzeci raz

Tym razem moja przyjaciółka - Alina - miała jechać na koncert Adele do stolicy Portugalii, pierwotnie z innym towarzystwem. Ja postanowiłam do nich dołączyć, bo zwyczajnie stęskniłam się za moim ukochanym miastem. Koniec końców okazało się, że mam gratisowe wejście na koncert, a jedziemy tylko we dwie. 


Jak to zwykle z Aliną bywa, nocleg w hostelu, ze wspólną łazienką absolutnie odpada. W ruch więc poszło airbnb. Znów długo siedziałyśmy przed komputerem, zanim coś udało się wybrać. Musiałyśmy zrównać nasze standardy, w miarę możliwości. Wybieranie noclegu w naszym przypadku wygląda tak, że ja wybieram swoją piątkę, Alina swoją i potem jest zabawa w kompromisy. 


Trafiłyśmy do mieszkania, tuż przy moim ulubionym punkcie widokowym - Miradouro de Santa Lucia. Słowo trafiłyśmy powinnam zastąpić: cudem odnalazłyśmy. Na lotnisku zamówiłyśmy ubera, na którego dłuższą chwilę czekałyśmy. Kierowca okazał się czarnoskórym przybyszem z Afryki, który ledwo mówi po portugalsku, wcale po angielsku i biegle po francusku (jego rodzimy język). I tutaj ukłony dla wszystkich naszych nauczycieli francuskiego, bo chłopaka trzeba było prowadzić za pomocą naszego gpsa, bo jemu się akurat wyładował telefon. Będąc niedaleko miejsca docelowego zostałyśmy wysadzone po środku ciemnych, wąskich uliczek (a dodam, że była już północ). Alinie wyładował się telefon, ja miałam taki roaming, że internet mi nie działał. Więc stałyśmy jak sieroty próbując choć trochę naładować komórkę za pomocą laptopa. Na szczęście udało nam się znaleźć nasz cel. 


Mieszkanko było niewielkie, ale z dużą kuchnią, łazienką i własnym patio. Droga od drzwi wejściowych do kamienicy, do naszych drzwi była kręta i skomplikowana (nie wiem, co architekt miał na myśli, ale może wypił za dużo wina), więc korzystałyśmy z osobnego wejścia od strony bocznej uliczki. 


Nie miałyśmy ciśnienia na zwiedzanie. Przechadzałyśmy się powoli po mieście, zatrzymując się na kawę, wino, lub inne pyszne wyroby. Korzystałyśmy z czerwcowego słońca, siadając nad rzeką i wygrzewając kości. Odwiedziłyśmy kilka punktów widokowych, w tym Elevador de Santa Justa.



Pokręciłyśmy się po dzielnicach Baixa i Chiado. Wdrapałyśmy się również pod zamek, ale tłum zniechęcił nas do zwiedzania.



Najważniejszym punktem programu był koncert w hali widowiskowej na terenie Expo. Dotarłyśmy tam metrem (mimo sprzeciwów Aliny), lekko spóźnione. Cały spektakl był niesamowity. Nie byłam wierną fanką wokalistki, ale pokazała cały swój kunszt i powaliła mnie na kolana. Wszystko w przepięknej aranżacji. Do tej pory nie wiem ile kosztowały bilety, ale na pewno nie były tanie.


Po koncercie zamówiłyśmy ubera i tym razem podjechał prawdziwy Portugalczyk. Ale radość nie trwała długo, kiedy okazało się, że na drodze do domu stanęły roboty drogowe i zakaz wjazdu. Kierowca kilka razy krążył tymi samymi uliczkami, co mnie lekko wyprowadziło z równowagi, więc zaczęłam go prowadzić. Pięknie, po portugalsku mówiłam mu gdzie ma jechać i w ten sposób zamiast kolejnych kilku kółek dojechałyśmy pod dom. Byłam z siebie niezwykle dumna. 



Kolejnego dnia pojechałyśmy na teren Expo, żeby za dnia obejść park nad rzeką, przejechać się kolejką (Teleferico) i podziwiać wszelkie atrakcje. Pogoda była idealna, a nam, jak zwykle się nie spieszyło. Nie wchodziłyśmy do oceanarium. Alina nie okazywała specjalnych chęci, a ja już kilka razy tam byłam.


Wróciłyśmy do centrum i posiedziałyśmy nad rzeką, gapiąc się w zachodzące słońce. Muszę przyznać, że kiedy zapadał zmrok temperatura gwałtownie spadała. Było zupełnie inaczej niż np we wrześniu, kiedy noce raczej są ciepłe. 


Niby to było krótko, ale tak właśnie miało być - dwa dni. Bez zwiedzania na siłę, bez ciśnienia, na spokojnie. Ot tak, żeby nacieszyć się atmosferą Lizbony, zjeść coś dobrego i wykorzystać piękną pogodę. Takie wycieczki też się przydają w kalendarzu zabieganego podróżnika.


4 komentarze:

  1. Portugalia zrobiła na mnie duże wrażenie, chociaż nie udało mi się jeszcze odwiedzić Lizbony. Na pewno taki krótki wyjazd dobrze by mi zrobił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedź ją koniecznie. Jest piękna i wciąga :)

      Usuń
  2. Przypomniało mi się moje błądzenie po Stambule w poszukiwaniu noclegu. Znaleźliśmy, chociaż graniczyło to z cudem.
    Zazdroszczę takiego szybkiego pobytu w Lizbonie, mnie Portugalia też urzekła.
    P.S. Czy w komentarzach możesz włączyć opcję nazwa/adres URL ? Jest najwygodniejsza do komentowania, a jej brak sprawia, że sporo ludzi rezygnuje z zostawienia komentarza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stambuł brzmi fantastycznie. Też jest na mojej liście. (Dzięki za uwagę, postaram się coś z tym zrobić)

      Usuń