×

Londyn - intensywne zwiedzanie

Wypad do Londynu był z tych bardziej spontanicznych. Postanowiłam odwiedzić swojego przyjaciela, który wyemigrował kilka miesięcy wcześniej. To była jesień. Pogoda typowo angielska. Wtedy pierwszy raz odczułam jak wilgoć wzmaga chłód. A z Matim narzuciliśmy sobie mordercze tempo zwiedzania.


Do Londynu - Stansted przyleciałam tanimi liniami. Tam czekał na mnie Mateusz i pojechaliśmy do centrum autobusem (jedzie się 1,5 - 2 godziny), następnie kolejne przesiadki metrem. To nie był mój pierwszy raz w stolicy Wielkiej Brytanii, ale tym razem czułam się przytłoczona ilością ludzi, aut, linii metra. Bez dobrego przewodnika mogłabym zaginąć.


Tak, jak pisałam zwiedzaliśmy dużo i szybko, wykorzystując każdą wolną chwilę Matiego, bo normalnie pracował. Kiedy, kilka razy zostałam sama w domu, to nie pchałam się do centrum. Raczej kręciłam się po okolicy.


Nasza pierwsza wycieczka była do Greenwich, do którego pojechaliśmy metrem, a potem zrobiliśmy dłuższy spacer. Na miejscu jest część bezpłatnego muzeum i część, do której trzeba kupić bilety. Nam wystarczyły zdjęcia z południkiem zero i zdjęcia z misiem Paddingtonem stojącym obok muzeum.


Do centrum Londynu wróciliśmy tramwajem wodnym, w strugach deszczu i z kiepskimi widokami przez zalaną szybę.



Kolejnym punktem programu, na który się uparłam był pomnik Piotrusia Pana w Hyde Parku. Dotarliśmy metrem i z pomocą mapki znaleźliśmy mój upragniony cel, któremu zrobiłam sesję zdjęciową. Dla przyzwoitości postanowiliśmy zajrzeć do Buckingham Palace, ale nikogo, poza zgrają turystów nie spotkaliśmy.


Czym by była wycieczka do stolicy UK bez spaceru wzdłuż Tamizy i wejściu na Tower Bridge? Znajduje się tam ciekawa ekspozycja dotycząca historii mostu oraz mrożący krew w żyłach fragment szklanej podłogi, przez który widać samochody i rzekę. Dla mnie to było nie lada wyzwanie, ale zdjęcie zrobiliśmy.




Później poszliśmy do doków św. Katarzyny, w których się absolutnie zakochałam. Mogłabym tam zamieszkać i z okna patrzeć na zacumowane łodzie.


A jakie miejsca są z wizytówkami Londynu? Big Ben, Parlament i London Eye. Tam właśnie pojechaliśmy, żeby przejść się wzdłuż rzeki, a później obserwować miasto z góry, z jednej z "kapsuł" londyńskiego oka. Nie muszę wspominać, że przywitały nas tłumy turystów?



Spacerując zahaczyliśmy o Trafalgar Square. Poza National Gallery znajduje się kilka pomników, kolumna Nelsona i fontanna. Plac jest tradycyjnym miejscem spotkań i zgromadzeń, dlatego dużo sie na nim dzieje, Zawsze można załapać się na jakiś happening lub ciekawy event.


Kolejnym, znanym na świecie londyńskim placem jest Piccadilly Circus. Neony z reklamami kojarzone są z wielu filmów. Nie ma dnia, ani godziny, żeby nie było tam tabunów ludzi. Ilość sklepów jest przytłaczająca, a z większości wyskakują naganiacze, którzy nie odpuszczają. 
Trochę ciszy można znaleźć w China Town, nieopodal placu. Do tego w sklepach jest wszystko - produkty spożywcze z całego świata, tropikalne owoce i warzywa, oraz podróbki wielu znanych firm odzieżowych. Plusem są trochę niższe ceny, niż w samym centrum.


Ciekawym i alternatywnym sposobem zwiedzania jest kolejka Emirates Greenwich Peninsula, z której rozciąga się widok na południową część miasta. Kolejka prowadzi do spokojnych doków i mariny po drugiej stronie rzeki. Jak dla mnie był to idealny odpoczynek od gwarnego centrum. 



Na koniec zostawiliśmy sobie Muzeum Figur Woskowych, żeby poczuć się jak prawdziwi turyści. Figury, jak to figury, stały nieruchomo, a zwiedzający tulili się do nich, żeby zrobić sobie zdjęcia. To, czego nie zapomnę to ścieżka strachu. Miałam wrażenie, że jedno straszydło uwzięło się na mnie i wyskakiwało z każdego możliwego zaułku. Krzyczałam tak, że słyszało mnie pół Londynu.



Wizytę uznaję za bardzo udaną, chociaż pogoda nie zrobiła milej niespodzianki i było zimno, deszczowo i wietrznie. Zobaczyliśmy całkiem sporo, mimo że Mateusz nie miał wolnego. Warto czasem zboczyć z głównej, turystycznej ścieżki i poszukać alternatyw. Odpoczynek od innych zwiedzających też się przydaje, szczególnie, jeśli ktoś za nimi nie przepada. 
Londyn to miasto chaosu, przeciwieństw, wielu kultur, shoppingu i atrakcji turystycznych. Trzeba się w tym odnaleźć, a nie każdy potrafi. Dla mnie to trudna przeprawa.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz